Duet Razor Point szczególną sympatią darzę już od czasu, gdy kilka lat temu usłyszałam ich "Face of Melinda", "Blue Monday" i słynny półgodzinny mix z Boat Festival. Od początku istnienia, Ender i Jobe dali poznać się nie tylko jako producenci dobrego bitu, ale przede wszystkim duet, który wytworzył własny, rozpoznawalny styl.
"Deeper Wounds", debiut po 9 latach istnienia duetu (jakkolwiek nielogicznie to brzmi), jest manifestacją tego stylu, brzmienia i wykładnią klasy Razor Point. I choć jest dopiero styczeń, już możemy powiedzieć, że album będzie jednym z najważniejszych punktów na mapie drum and bassu z tej części Europy.
To, co w muzyce Razor Point od zawsze mnie urzekało to umiejętne wyważenie proporcji między mocnym uderzeniem, a przyjemną melodyką. Choćby pod spodem kotłowały się najcięższe i najmroczniejsze neuro, Razor Point zawsze złagodzą to hasającymi w górze samplikami wokali, pianinka, gitary czy zharmonizowanymi, atmosferycznymi padami.
I tak właśnie najkrócej można scharakteryzować muzykę Razor Point - mocna, konkretna, głęboka, taneczna, a jednocześnie klimatyczna, melodyjna, wypełniona subtelnymi smaczkami. Raz jest niepokojąco, a raz euforycznie. Razor Point potrafią stworzyć drum and bass, który przysłowiowo "kopie", ale z drugiej strony niepozbawiają swojej muzyki emocji, słowem: życia (może to też zasługa ciepłych, analogowych brzmień?).
Oczywiście nie wypada nie wspomnieć o "Together As One", czarnym koniu tego wyścigu, ze względu na jego wersję przemontowaną przez mało znanego producenta, debiutującego gdzieś za granicą, który nazywa się, bodajże, John B. - czy jakoś tak ;) Mówiąc poważnie, ta współpraca dodaje niewątpliwego prestiżu płytce, a i rzeczywiście, szyk zadany ręką Johna, ubogacił i tak już bardzo dobry track.
Dobrze prezentują się też kolaboracje z Radicallem i Fizykiem. "Light of truth" w nowej wersji to utwór, w którym zaczęło dziać się naprawdę dużo, a znany pochód basu w tej dekoracji robi jeszcze większe wrażenie. Z kolei "Elevated" z Fizykiem stanowi najszybszy i chyba najjaśniejszy punkt albumu, ale jest to kawałek niewiarygodnie smaczny. Zsamplowany wokalik, gęsty bit i bas, przestrzenne pady - mniam.
Chciałam bardzo, ale nie doszukałam się słabych momentów na krążku. To Razor Point jakich wszyscy znamy i lubimy - jeśli ktoś kilka lat temu jarał się pojedynczymi trackami Łodzian, wydawanymi w setach, pojedynczo czy na "Made In Poland", w posiadanie "Deeper Wounds" wejść po prostu musi. Ot chociażby po to, żeby przypomnieć sobie, że w Polandzie też może powstać dobry drum and bass.




